Przejdź do treści

Wozniak – emotional branding

Blog o budowaniu doświadczeń marki (BX) i brandingu emocjonalnym

Ładne i estetyczne obrazki to dziś za mało. By zbudować markę, która nie tylko dopasowuje się do rynku, ale go tworzy – potrzebujesz budzić żywe emocje i projektować ciekawe doświadczenia. Oto wszystko, co powinieneś wiedzieć o podstawach emocjonalnego brandingu oraz projektowaniu doświadczeń marki (BX).

Jesteś profesjonalistą, pasjonatem, twórcą? Chcesz rozwiać swój pasjo-biznes i pasjo-markę? Poniżej znajdziesz moje mikro-obserwacje, wnioski i porady – luźne, lekkie, czasem zabawne, czasem poważne.

Ludzie są często świadomi emocji. Ale rzadko kiedy nastroju. Emocja jest szybka i nagła. Przez to świadoma. Nastrój – działa w tle. Usposabia nas. Dyryguje naszymi myślami i zachowaniami zza kurtyny.

Spraw, by Twoi goście weszli w nastrój. Lekko się nim upoili. A zmienią się w klientów.

Emocje – choć niełatwo – to jednak można nazwać. A nastroje? Trzeba często wymyślać nazwy dla tych subtelnych “psychologicznych teł”. To dlatego działają tak skutecznie. Nie są krzykliwe, nie przyciągają uwagi. Są mapą, która kieruje do celu. Cichą narracją zza kadru. Prądem, wraz z którym się płynie.

Tworzenie nastrojów zakupowych – to Twój cel, gdy masz markę żyjącą z emocji.

Na pasji można zbudować milion różnych firm. Przykład?

Załóżmy, że kochasz horrory. Te takie z nawiedzonymi domami albo slashery. W co możesz zmienić taką pasję?

W grę komputerową, jasne. W muzeum słynnych postaci z horrorów. W ociekający krwią escape room. W książkę (napisać własny horror) lub film (dzięki AI można wygenerować ujęcia). W zlot fanów horrorów. W fabularny podcast pełen mrocznych historii. Z biżuterię inspirowaną słynnymi horrorami. Albo perfumy idealne na Halloween. W festiwal filmowy – oczywiście z horrarami. Albo w kawiarnię z duchami i demonami. Albo w koncert muzyki filmowej (oczywiście z horrorów). Albo mini teatr, który gra tylko horrory.

A wiesz, że to dopiero początek listy pomysłów? I że… można te pomysły ze sobą miksować?

Odpowiedz sobe na 2 ważne pytania: Jaka jest Twoja pasja? I w jaki dziwny biznes możesz ją zmienić?

Ta dziwność będzie Twoim atutem. Wyróżnikiem. Wyjątkową obietnicą.

PS. Ja naprawdę chcę iść do horrorowej kawiarni!

Chcesz zarażać ludzi swoją pasją? Masz misję do edukowania ludzi? Albo wizję lepszego świata, którą pragniesz wcielić w życie?

To nie idź do agencji reklamowej. Błagam.

Słuchaj serca. Ucz się marketingu emocji. Naucz się budować wyjątkowy klimat, szukaj swojego stylu i twórz dziwne modele biznesowe, które zapadną ludziom w pamięć po pierwszym kontakcie.

Kochasz np. romanse? Zrób escape room dla par, które rozdzielone – muszą znów się połączyć i zrobić swój “hollywoodzki epic final”.

Kochasz koty i styl boho? Zrób biżuterię z boho-kotami.

Chcesz zarażać ludzi pasją do wspinaczki wysokogórskiej? Stwórz edukacyjną grę planszową, gdzie planszą będzie góra do zdobycia – i rzucaj graczom wyzwania, jakie serio czekają alpinistów.

Dziwne? Tak. Zapada w pamięć? TAK!

Agencja Ci tego nie zrobi. Nie wymyśli tego dla Ciebie i za Ciebie. To musi być Twoje. A do tego trzeba odwagi, której nikt Ci nie da. Musisz ją sobie dać sam.

Jest pewien pan, który spawał dziwne roboty w garażu. A dziś ma swoje muzeum (Muzeum Robotów – a jakże), które dostało wyróżnienie National Geographic.

Masz dziwną pasję? Zrób z tego biznes życia. Im dziwniej, tym lepiej. Ludzie kochają dziwność.

Dziwność przyciąga uwagę. Budzi ciekawość i inne emocje. Przyciąga. Zapada w pamięć. Zmusza do reakcji.

Znasz to skądś? Tak, to cały model AIDA (attention, interest, desire, action).

Wydobądź z siebie dziwność, a ona zrobi Twoją markę.

Kocham eventy dla pasjonatów. Nie, żebym kochał himalaizm, szachy, system D&D czy wylewki z żywicy epoksydowej.

Kocham po prostu ten błysk w oczach pasjonatów, gdy mówią o tym, co kochają.

Kocham to, że płoną – nawet ryzykując wypalenie.

Kocham to, że chcą nieść ten piękny absurd dalej w świat. Zarażać nim jak cholerą. I jeszcze się z tego cieszą.

Dzięki pasjonatom świat znów robi się ciekawy.

Świat – z maszyny nastawionej na pozyskiwanie kasy – zmienia się w tajemniczy, mistyczny kontynent do eksploracji. Wciąż jest tyle do odkrycia!

Psst. Zdradzę Ci sekret – każdy marzy o tym, by żyć w takim świecie. Świecie nieodkrytym.

Dlatego pasjonaci muszą budować swoje pasjo-biznesy. Tacy ludzie nie mogą skończyć w biurze rachunkowym (chyba, że ich pasją jest np. Excel, to okej).

Tacy ludzie muszą robić eventy, portale tematyczne, własne kawiarnie, dziwaczne gry, podcasty. Muszą. Bo inaczej ta maszyna do robienia kasy ich pochłonie.

Masz pasję? Rób z niej eventy, gry i kawiarnie, cokolwiek – zanim zmieli Cię system.

Pasjonaci, zakładając swoje biznesy, nie tworzą po prostu firm. Oni rodzą swoje dzieci. Dzieci, którym przetaczają swoją krew.

To dlatego Pasjonatowi tak trudno pożegnać się z własnym biznesem. To jakby nie móc się pogodzić z tym, że umarł potomek.

To bolesne doświadczenie. Dlatego Pasjonaci walczą o swoje Pasjo-biznesy do umarłego. Reanimują je. Boją się, że wraz z nim umrze cześć nich.

Ale jest na to rada. Transformuj swój biznes.

Twoja pasja, wizja i misja mogą umrzeć w tej formie. Ale nigdy nie umrą w Tobie. Możesz przemienić swój biznes w nowy model. To jak reinkarnacja. Nowe ciało. Ale ta sama dusza.

Możesz zmienić upadający escape room w kawiarnię, książkę w grę video. A grę video w escape room lub kawiarnię. Ważne, że w rdzeniu nowego modelu tli się ta sama pasja do Twojego ukochanego tematu.

Jest taki cytat pewnego artysty, Jamesa Turrella: “Nie chodzi o rzeczy, które widzimy. Chodzi o to, co czujemy, patrząc na nie.”

Więc pytanie: Co czuje klient, gdy patrzy na: Twój biznes, Twoje logo, Twoją stronę, ulotkę, plakat, reklamę na FB… na Ciebie?

Gdybyś zajrzał do kostnicy marek – zauważyłbyś jedno. Większość marek, które odeszły z tego świata, umarły na nijakość. Trudno im było przypisać jakąś specjalną cechę – więc nie budziły emocji. Więc odeszły.

Albo masz odwagę być innym i budzić emocje. Albo umierasz. To tak proste. A zarazem tak skomplikowane.

Bo w dobie, gdzie każdy może sobie wygenerować ładne obrazki i filmy – zaczyna się liczyć już nie wykonanie czy wdrożenie (za chwilę wszystko będzie już “piękne”, a budżet nie będzie miał znaczenia) – ale oryginalny pomysł leżący w samym jądrze danej marki.

Pomysł, który mówi “pieprzyć wszystko, chcę być sobą”.

Przede wszystkim marki tworzone przez kreatywnych pasjonatów w misją i wizją mają siłę i odwagę, by być autentycznymi i wyrazistymi. To nie wykalkulowane i wyoblone twory schlebiające powszechnym gustom – a marki przemyślane tak, by czarować wąską audiencję.

Szukasz przykładów – spójrz na świat gier indie (tzw. niezależnych). To barwny, dziwny świat, do którego chce się wracać. I to świat, który wciąż rośnie.

Świat takich marek – magicznych miejsc, eventów, atrakcji, książek, gier – jest znów światem, gdzie po prostu jest ciekawie. Gdzie człowiek chce iść bez mapy – od przygody do przygody.

Chcesz stworzyć taką markę? Zapraszam do mnie.

W połowie lat 90 były prawdziwym hitem. Encyklopedia kosmosu, przyrody, nauk ścisłych. Zapadały w pamięć przede wszystkim dlatego, że prezentowały wiedzę w atrakcyjny sposób. Każda z encyklopedii była wirtualną acz klimatyczną pracownią – pełną szuflad, notatek, przełączników i bibelotów.

To budziło naturalną ciekawość. Co więcej – wiedza prezentowana w ten sposób aktywowała pamięć przestrzenną i/lub topograficzną – przez co o wiele łatwiej wchodziła do głowy.

Każde uruchomienie encyklopedii było przeżyciem. A do tego ta oprawa muzyczna… cudo.

Porównuję te klimatyczne dzieła z dzisiejszymi serwisami, portalami internetowymi czy aplikacjami – wyzutymi ze stylu, klimatu, tożsamości. Jest może i bardziej przejrzyście. Ale czy to na pewno lepiej?

Ktoś miałby odwagę zrobić dziś np. taką stronę internetową? 

Potrzebujesz określić swoją wizję i misję. Czyli co chcesz osiągnąć w świecie. I jakimi działaniami.

I choć misja i wizja mogą brzmieć jak korpomowa umieszczona na piętnastej zakładce korpostrony – warto jednak potraktować te rzeczy bardziej serio.

Sama pasja do czegoś – do określonego tematu, klimatu, czynności (flow) czy tworzenie czegokolwiek dla zabawy – nie jest jeszcze warunkiem wystarczającym do odpalenia sensownego biznesu.

Misja i wizja pozwolą Ci przejść ze strefy amatorskiej do bardziej zawodowej.

Najpierw pomyśl, jaką wizję chciałbyś urzeczywistnić dzięki swojej pasji. Jakich zmian w świecie chciałbyś dokonać?

Potem zastanów się, poprzez jakie działania ta misja ma być realizowana. Czyli co będziesz robić, tworzyć, o czym opowiadać, w jakie nastroje będziesz wprawiać ludzi. Czy będziesz ich bawić? Edukować? Leczyć?

I choć moją pasją zawsze było tworzenie, projektowanie, pisanie, dopiero jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że moją wizją jest stworzenie świata, który byłby po prostu ciekawy – jak nieodkryty kontynent pełen przygód, tajemnic i ekscytujących wyzwań.

A moją misją? Wspieranie pasjonatów w budowaniu marek, biznesów i marketingu.

Bo tylko właśnie pasjonaci są zdolni do kreacji i zarażania innych entuzjazmem. Do tworzenia takiego właśnie ciekawego świata.

To tak proste i tak oczywiste (dla mnie), że aż dziwi mnie, że odkopałem to dopiero teraz. Ale lepiej późno niż wcale 🙂

    1. Pasja kreatywna – w jej wyniku powstaje coś nowego – obejmuje: projektowanie, pisanie, malowanie, komponowanie, fotografowanie. Można taką pasję zmienić na 2 typy biznesów: sprzedawanie wyrobów / efektów swojej kreatywności i/lub na edukację z zakresu danej pasji (jak pisać / komponować etc.).
    2. Pasja oparta na flow- np. prowadzenie samochodu, jazda na motocyklu, pływanie, skoki na spadochronie – w jej wyniku nie powstaje nic nowego, ale nie musi, bo radość płynie z samego procesu (flow). Tutaj można postawić na biznesy edukacyjne (szkoły, kursy, akademie), biznesy oferujące immersyjne doświadczenia (tory przeszkód, symulatory) lub eventy dla pasjonatów (konferencje, warsztaty).
    3. Pasja tematyczna – zgłębianie konkretnego tematu, np. motoryzacja, fizyka kwantowa, programowanie, marketing. Tutaj można śmiało iść w stronę tworzenia miejsc i eventów opartych na popularyzacji danego tematu (konferencje, zloty, wystawy, muzea tematyczne, serwisy, appki), a także w stronę rozrywkową (komiks, powieść, gra video, która będzie popularyzować temat)
    4. Pasja estetyczna – miłość do konkretnej estetyki, klimatu, nastroju, atmosfery – motywów graficznych, muzycznych lub innych, które generują pewien nastrój, np. miłość do jesieni (“jesieniary”), fani Halloween, goth, muzyki lofi, synthwave, filmy SF lub fantasy itd. Tutaj można iść w stronę stworzenia np. kawiarni w określonej estetyce, miejsc noclegowych “jak z filmów”, a także wyrobów i produktów stylizowanych (np. notesy w określonym stylu lub biżuteria) i eventów tematycznych dla miłośników danego klimatu (np. festiwale).
    5. Pasja społeczna – do zmiany postaw innych ludzi, poprawy sytuacji różnych grup, edukowania. Tutaj na pewno można wejść w ciekawy edutainment (edurozrywkę) – np. wystawy, muzea tematyczne, spacery edukacyjne, warsztaty. A także w świat np. produktów z misją (gdzie % idzie na cele charytatywne) lub produktów edukacyjnych (np. komiksy, gry czy powieści z przesłaniem edukacyjnym dot. określonych celów charytatywnych).

Oczywiście rzadko kiedy jedna pasja da się zamknąć w jednej kategorii – bo, jak to pasje, lubią wymykać się klasyfikacjom. Tak samo zresztą kreatywne biznesy budowane na pasji – można dokonywać różnych twórczych miksów modeli, uzyskując piękne i niespodziewane efekty.

Ale w tej elastyczności tkwi prawdziwa siła. Bo im więcej zmiennych kontrolujesz – tym mocniej wpływasz na system.

Pomyśl, ile razy widziałeś np. kawiarnię czy restaurację, która pożyła pół roku i zniknęła. Może i miała dobre jedzenie, ale jakoś nie przyciągała. Bo wyglądała, jak setki innych. Była nudna. Zachowawcza. Przewidywalna. Myliła się klientom z innymi markami.

Jeśli chcesz uniknąć takiego losu – musisz zdecydować się, jakie konkretnie emocje i nastroje chcesz dawać swoim klientom.

Te emocje nie mogą być przypadkiem. To nie powinno urodzić się mimochodem, obok głównej działalności. Ludzie_szukają_emocji. Jeśli im je dasz – przyjdą do Ciebie i zapłać.

Zaprojektuj te emocje i przeżycia ZANIM będzie za późno.

A do tego musisz choć trochę zostać psychologiem. I trochę marketingowcem. I trochę być artystą. Ale wierzę w Ciebie – bo kreatywni pasjonaci mają to coś.

W budowaniu marki nie musisz być inny na siłę. To będzie najpewniej sztuczne.

W dobrym marketingu emocji chodzi o to, by odnaleźć siebie. Swój głos, swoją perspektywę. A potem odwagę, by puścić to w świat.

Czy to nie będzie inne i dziwne? JASNE. I o to chodzi. Bo to będzie też spójne z Tobą – Twoim doświadczeniem, przemyśleniami, wartościami.

Żaden głos nie mówi głośniej – nawet szeptem – niż Twój spójny, autentyczny głos.

Twoja marka osobista – lub Twoja marka-dziecko – musi takim głosem mówić, by przebić się przez informacyjny szum.

Idąc na event, chcę się zatopić w nowym świecie. Świecie, który obejmie mnie z każdej strony, wypełni moje zmysły i sprawi, że zapomnę o świecie.

Tu nie chodzi o program, o miejsce. Tu chodzi o przeżycie. O atmosferę.

Gwiazdy, dekoracje, muzykę – można wynająć czy kupić. Ale atmosferę? Przeżycie? To trzeba umieć wykreować.

I tego nie robi się arkuszem Excela. Ani zdrowym rozsądkiem.

Logika na bok. Kieruj się emocjami, które sam chcesz przekazać dalej.

Dzika zabawa. Samotność i refleksja. Ciarki strachu. Poczucie bycia małym w obliczu czegoś spektakularnego. A może poczucie wspólnoty, jedności?

Tego nie wytworzy dekoracja, DJ czy ładny plakat. To trzeba umieć namalować sercem. Duszą. Jakkolwiek romantycznie to brzmi – tego nie wytworzysz w reaktorze, w probówce. To eksperyment z materią, barwą, muzyką, zapachami.

Tak się tworzy Eventy.

Są marki, które – gdy nie budzą emocji – gniją i giną. Obojętność jest ich największym mordercą tych marek.

Chodzi o marki rozrywkowe. Tak, te śmieszne, niepoważne marki wycelowane w zabijanie naszej nudy – które robią, co mogą, by nasz świat był ciekawszy i bardziej kolorowy.

Te wszystkie niepoważne serialiki z Netflixa, głupie gierki, fabularne podcasty, których słuchamy podczas joggingu. Te książki fantasy, dziwne muzea, tematyczne knajpy, miejsca noclegowe, atrakcje turystyczne, eventy.

A nawet te marki ze sfer wyższych, jak marki związane ze sztuką, kulturą.

Ich celem jest bawić. Kolorować świat. Dawać emocje. Jak nie potrafią tego robić – sens ich egzystencji jest kwestionowany. Po co mi event, który jest nudny? Mogę nudzić się w domu – za darmo.

I ja wiem, że ten tzw. poważny marketing nie zajmuje się takimi “bzdurami”. Problem w tym, że te “bzdury” to wielomiliardowe rynki. Takie w dolarach. Ludzie płacą, by się zabawić.

Jeśli masz taką markę – musisz rozumieć ludzkie emocje jak psycholog. Albo nawet lepiej.

Dlaczego kochamy Matrixa, Bridgertonów, Blade Runnera czy Stranger Things?
Bo każdy z tych światów ma klimat, który wciąga jak wir.

Oczywiście — mają unikalną estetykę. Każdy kadr to uczta.
Ale czy sama estetyka wystarczy, by stworzyć hit?

Nie.

Bo pięknych rzeczy jest dziś pełno.
Ale tylko te, które robią emocje, zapadają w serce.

Estetyka + emocje = klimat.

A klimat to dusza historii. To to coś, co przyciąga i nie puszcza.

W Matrixie czujemy mrok, tajemnicę i chłód systemu.
W Bridgertonach — ucieczkę do świata bombonierki, gdzie romans jest jak deser.
W Blade Runnerze — melancholię samotności w cyber-świecie, który dawno przestał być ludzki.
W Stranger Things — nostalgię za VHS-owym dzieciństwem, które nigdy nie istniało, ale chcemy w nie wierzyć.

To nie są przypadki. To estetyczne bomby emocjonalne. Ludzie kochają je nie tylko za fabułę, ale za możliwość zanurzenia się w ich świecie.

I może… to właśnie powinien robić Twój projekt. Tworzyć klimat, nie tylko estetykę.